Dlaczego przestałam się malować?

Kosmetycznie Opublikowano: środa, 20 marca 2019

Lada moment kalendarzowa wiosna, a ja dzisiaj chciałabym z tego powodu zaprosić Cię na porządki, ale nie w szafie, jak to w moim zwyczaju, tylko w kosmetyczce. Porządki, podczas których opowiem Ci, dlaczego przestałam mieć potrzebę malowania się.

Zapraszam Cię na najnowszy videoporadnik, w którym opowiadam, co zrobiłam, aby poprawić wygląd skóry i móc zrezygnować z makijażu.

Kilka tygodni temu podczas nagrywania transmisji na żywo na Instagramie zebrało mi się na zwierzenia. Zwierzenia à propos stanu mojej skóry i robienia makijażu. Okazało się, że temat, jak radzić sobie z problemami skórnymi, może być interesujący dla większej liczby osób, i zostałam poproszona o nagranie vloga kosmetycznego.

Nie mam wielkiej kolekcji kosmetyków.

Opowiem dziś, jakich używam i dlaczego. Zaznaczam, że nie jestem ani kosmetyczką, ani kosmetologiem, nie mam dużej wiedzy w tym zakresie. Będę opowiadała wyłącznie o moich doświadczeniach. To jest ważne zastrzeżenie, ponieważ mogę popełnić merytoryczne błędy, których po prostu nie będę świadoma.
Moja przygoda z naprawianiem skóry zaczęła się ponad rok temu, czyli w styczniu 2018. Dostałam wtedy potwornego uczulenia (nie wiadomo na co) na twarzy. Wyglądałam dosyć kiepsko (miałam podpuchniętą twarz, całą czerwoną). Oczywiście poszłam do dermatologa (przepisał sterydy) i do mojej kosmetolożki (zaleciła różne smarowidła). Niestety efekt nie był zadowalający: byłam trochę mniej czerwona, trochę bardziej spuchnięta i zaczął pojawiać mi się liszaj na twarzy.

Na co dzień pracuję swoim wizerunkiem, więc zależało mi na tym, żeby moja twarz wróciła do normalności. Na fali desperacji, gdy już nie wiedziałam, co mam robić, napisałam desperackiego maila do osoby poznanej kilka lat wcześniej na jednym ze szkoleń, na których byłam.

Tą osobą jest Bożena Społowicz, autorka książki Skin Coach. Uważam, że to publikacja, którą powinna przeczytać każda kobieta. Po konsultacji mailowej dostałam zakaz używania większości moich kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych, jak i do makijażu. Kupiłam kilka produktów w aptece i okazało się, że porady Bożeny pomogły mi załagodzić najgorszy stan. Po dwóch miesiącach umówiłam się na wizytę w Krakowie i… moja kosmetyczka przeszła metamorfozę.

Omówiłyśmy z Bożeną różne aspekty dbania o cerę i jak się okazało, miałam skórę w takim stanie, że powinnam przestać się malować na okres 2-3 miesięcy. Kiedy to usłyszałam, trochę się zmartwiłam, bo używam makijażu, od kiedy skończyłam piętnaście czy szesnaście lat.
Makijaż jest (a przynajmniej tak mi się wydawało) nieodzowną częścią mojej pracy. Postanowiłam jednak, że skoro inwestuję czas i pieniądze w spotkanie, w nowe produkty, to rzeczywiście przestanę się malować. Było to dla mnie okropne, ponieważ wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą 😉

Pierwszym szokiem było dla mnie, kiedy po zastosowaniu nowej rutyny kosmetycznej otrzymałam komentarz: „Nie masz na sobie żadnego podkładu? Wyglądasz, jakbyś miała, masz świetną skórę”. Wtedy uzmysłowiłam sobie, jak często nasze przekonanie, że musimy się malować, jest fałszywe. To nie jest tak, że teraz jestem antymakijażowa, bo jak możesz zobaczyć na video, mam na sobie makijaż.
Ale nie jest on teraz moim niezbędnym minimum, używam go wtedy, kiedy chcę zrobić sobie przyjemność i coś podkreślić, a nie coś zakryć. Zaakceptowałam siebie bez pełnego makijażu. Pozostałam przy dwóch kosmetykach: tuszu do rzęs i pomadce.

Co sprawiło, że stan skóry tak bardzo mi się poprawił?

Przede wszystkim zaczęłam stosować się do porad zawartych w książce Skin Coach oraz do tych, których Bożena udzieliła mi podczas naszej konsultacji.
Oto kosmetyki i akcesoria, które zostały mi polecone (do wrażliwej skóry z tendencją do zaczerwienień i wysuszania):

  • Mleczko do demakijażu arnikowe Sylveco
    Używam go rano i wieczorem. Wyciskam sobie odrobinę na rękę i rozcieram (bez wody, palcami) na twarzy. W ten sposób rozpuszczam makijaż i zanieczyszczenia. Jeżeli miałam pomalowane rzęsy, wyglądam trochę jak panda 😉
    Woda przegotowana i ręczniczki bawełniane
    W małym pojemniku o pojemności 100 ml trzymam świeżo przegotowaną i ostudzoną wodę (może też być mineralna). Gdy jestem już wysmarowana mleczkiem, to po chwili masażu używam ręczniczków bawełnianych nasączonych wodą do przetarcia twarzy. Jeżeli mam mocny makijaż, powtarzam proces dwukrotnie.
  • Gaziki bawełniane
    Nie stosuję często tradycyjnych peelingów (czasem chodzę do kosmetolożki na peeling kawitacyjny), więc jakoś muszę pozbywać się martwego naskórka. Używam do tego gazików niejałowych – nalewam odrobinę wody z pojemniczka i przecieram delikatnie skórę. Rzadko używam toników.
  • Krem nawilżający
    Od roku używam kremu firmy Elixir by nature, SKIN GUARD creamy mixture.
  • Krem z filtrem
    Od prawie dwóch lat mam w kosmetyczce SPF 15 Eco Cosmetics, sprawdza się super. Ma delikatny brązowy kolor.
  • Maseczki
    Na co dzień nie używam ich zbyt wielu. Gdy dłużej przebywam w bardzo silnej klimatyzacji (podróżuję samolotem lub przez kilka dni spędzam dużo czasu w centrum handlowym na zakupach z klientami), to w celu dodatkowego nawilżenia skóry stosuję całonocną maseczkę Sidmool, którą kiedyś kupiłam w sklepie Azjatycki Bazar.

Od czasu do czasu używam sproszkowanej glinki białej – łączy się ją z wodą i z olejkiem, ma działanie delikatnie peelingujące i nawilżające.

Taka ilość kosmetyków wystarczy.

Przynajmniej mnie wystarczyła do tego, aby naprawić swoją skórę. Muszę jednak zaznaczyć, że na pewno nie zmieniłoby się tak wiele bez modyfikacji sposobu odżywiania. Nie chcę tutaj podawać porad żywieniowych, ponieważ nie wiem, co sprawdzi się u Ciebie. Moja dieta składa się głównie z warzyw i zbóż (ale unikam na co dzień produktów pszenicznych), z małą ilością owoców, mięsa czy ryb. Wiem, że mojej skórze nie służy nabiał krowi. Mam uczulenie na nikiel, co eliminuje wiele (nawet zdrowych) składników z mojej diety. Staram się jeść jak najmniej przetworzone produkty. Piję dużo wody i ziołowych herbat. Jem regularnie. Słodycze nie są moją pokusą, nie przepadam też za chipsami, frytkami, ketchupem. Fast food mnie nie kręci 😉
Oczywiście, zdarza mi się zjeść lody. Jestem wielką fanką pizzy i pozwalam sobie na nią od czasu do czasu. Na pewno jednak mój sposób odżywiania mogę zaliczyć do zdrowych.

Jeżeli masz do mnie jakieś pytania, to pisz śmiało w komentarzu.
Daj znać, jak podobają Ci się takie porady. Czy uważasz, że będzie dobrym pomysłem, żebym zrobiła podobne video, ale o kosmetykach do makijażu? Je również wybieram bardzo ostrożnie 🙂

Komentarze

Blog

Czytaj także...

Strona korzysta z informacji przechowywanych w plikach cookies w celach funkcjonalnych oraz statystycznych.